Ten post zawiera brutalne treści.
Tej mrocznej nocy, mroczniejszej niż dzień, z pewnej jaskini wyłonił się pewien cień. Cień ten należał to małego lewka w kolorze Krówki. Młody lew schylił się, ostrożnie i powoli szedł w przód. Dokładnie patrzył się w przód i w tył aby zobaczyć, czy ktoś go nie śledzi.
W końcu dotarł do wodopoju, gdzie nie zastał nikogo. Tojo spojrzał w gwieździste niebo, gdzie księżyc w pełni widniał na górze i oświetlał Lwią Skałę.
- Czemu nikogo nie ma?!- powiedział głośnym szeptem. W tym momencie, wyskoczył na niego drugi mały cień. Należał on do jego przyjaciółki - Kuli, która również miała pójść na niebezpieczną wyprawę do wąwozu, w którym zginął Mufasa.
- Co ty robisz!? Mamy być cicho! Ktoś nas jeszcze złapie! - warknął.
- Przepraszam. Widziałeś Chumvi'ego? - spytała trochę schylając się. Lewek chwilę pomyślał.
- Powinien już być - odparł, gdy do ich miejsca spotkania dotarło ostatnie lwiątko.
- Czołem - przywitał się Chumvi. Krówkowy lewek wyglądał na dumnego z siebie.
- Wygląda na to, że tylko ja tutaj dotarłem na czas. Jestem mądry, prawda? - pochwalił się swoją punktualnością. Kula bez słowa przewróciła oczami.
- Ale już idźmy! - Krówkowy lewek ruszył w stronę wąwozu. Kula i Chumvi spojrzeli na siebie, po czym zanurzyli się w wysokiej i gęstej trawie.
Po niedługiej chwili wędrówki, trójka lwiątek dotarła do starego wąwozu. Miejsce do było dla nich przerażające. W każdej chwili mogli zobaczyć ciało Mufasy, które leżało na dnie. Sarabi bowiem nie chciała, aby ciało zostało zabrane. Wolała, aby zostało w miejscu śmierci. Wszystkie lwiątka zeszły w dół. Jednak gdy przechodzili koło małego, uschniętego drzewka zauważyli, że ciało złotego lwa zniknęło. Jednak nie postanowili się tym za bardzo przejąć. Teraz, ich celem było sprawdzenie, czy przypadkiem Simba nie przeżył, i czy nie kręci się gdzieś po wąwozie. Wszędzie było ciemno, więc szanse na znalezienie małego, przestraszonego lewka w ich wieku nie było łatwe. W pewnym momencie, Tojo zderzył się z czymś miękkim i kościstym. Spojrzał w górę i zauważył, że czerwonymi oczkami patrzy się na niego wysoka hiena. Lewek pomyślał, że jeśli szybko się teraz przemknie koło stworzenia, to nie zostanie zauważony i przeżyje. Jednak zwierzę patrzyło się już na
niego swoim wściekłym spojrzeniem. Czerwony blask wściekłych oczu oślepił lwiątko, które rzuciło się do ucieczki. Hiena wrogo zawarczała i ruszyła w stronę lwiątka. Tojo biegł ślepo przed siebie. Nawet nie zauważył, kiedy wpadł w kolczaste krzewy. Lwiątko przemykało się pomiędzy gąszczami kolców bardzo nerwowo. W pewnej sekundzie lewek poczuł, że po jego ciele spływa jakaś ciecz. Nie przejął się tym, bo za bardzo się śpieszył. W końcu, mokre miejsca zaczęły go niemiłosiernie boleć. Krówkowy ostatecznie odwrócił się i zauważył, że po jego ciele i na kolcach znajduje się krew, jego krew. Najwidoczniej zdarł sobie skórę podczas ucieczki. Niebieskooki nie chciał się tym przejmować i nadal krążył, jednak ból stawał się być nie do wytrzymania. Lewek w końcu zauważył jasne światło. Biegł ślepo w stronę jasnego blasku, aż w końcu znalazł się w miejscu, które przypominało wąwóz. Tojo'wi nie chciało się dalej biec. Był bardzo zmęczony, i wszystko go bolało. Łapy ledwo co stały na ziemi umazane we krwi. Lewek spojrzał w górę, wszystko wokół się kręciło. Gdyby chciał się poruszyć, od razu by się przewrócił.
Kula i Chumvi przeszukali już prawie cały wąwóz, i do tond nie znaleźli Simby.
- Chumvi, nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Tojo? - zapytała w pewnym momencie brązowa.
- Nie. Ostatni raz widzieliśmy się z nim w wąwozie - odparł lewek.
Oboje postanowili wrócić w końcu do domu przed wschodem słońca. Nie wiedzieli, że ich krówkowy kolega ledwo co stoi na nogach i zachowuje przytomność.
Do Toja podeszła znowu jakaś czarna, wysoka postać o świecących oczach. Nie było wątpliwości, że jest to hiena. Lwiątko nie miało siły uciekać, więc zemdlało. Zwierzę podeszło do nieprzytomnego lewka i chwyciło go w pysk, po czym wyszło z wąwozu i ruszyło w kierunku Lwiej Skały.
*
Wschód słońca. Wszystkie lwy właśnie powychodziły ze swoich jaskiń. Wszystko zapowiadało się na to, że nic złego nie może się dzisiaj stać. Jednak zło zaczęło się dużo wcześniej. Nagle, na horyzoncie zjawiła się pewna hiena. Stado zgromadziło się wokół Lwiej Skały myśląc, że król ma coś do powiedzenia. Skaza jednak wściekły wyszedł z jaskini i spojrzał surowo na lwice.
- Co to za zebranie!? - ryknął. Jednak hiena przemykająca się między stadem, samą swoją obecnością wyjaśniła zamieszanie. Wszystkie lwy były przerażone na widok nieprzytomnego, zakrwawionego Toja. Najbardziej jednak byli przerażeni Kula z Chumvi'm. To oni jako ostatni widzieli przyjaciela.
- Panie. Znalazłem to lwiątko w wąwozie nocą. Gdy ponownie je odnalazłem na granicy z kolczastymi krzewami, ono zemdlało, więc przyniosłem je tutaj w takim stanie, w jakim je zastałem. Przyniosłem do ciebie by dowiedzieć się, co teraz z nim zrobić - rzekło szare stworzenie z poważną miną. Zielonooki się uśmiechnął.
- Dobrze, że przyniosłeś mi tu tego lewka. Wiem, co z nim zrobię. - Uśmiechnął się pod nosem surowy władca. Przez chwilę wszyscy patrzyli w napięciu na uśmiechniętego Skazę myśląc, co zaraz się stanie.
Król gwałtownie warknął i skoczył przednimi łapami na Toja. Gdy był już pewny, że lewek się nie wymknie, wbił w jego brzuch ostre kły. W stadzie, dało się usłyszeć dźwięk pękających żeber, po czym krew trysła na lwice stojące najbliżej Lwiej Skały oraz hieny zgromadzone wokół Skazy. Kiedy wszyscy wiedzieli już, że krówkowy nie żyje, brązowy lew wydrapał mu oczy rozdarł skórę wokół szczęki. Do oczu Kuli naszły łzy. Zgromadzone lwy przerażone tym, co się przed chwilą stało powróciły do swoich jaskiń. Jedynie dwa małe lwiątka - Chumvi i Kula poszły nad wodopój. Przyjaciele nie mogli się pogodzić ze śmiercią kolegi. To oni ostatni widzieli go w dobrej formie, szczęśliwego. To oni poszli na wyprawę, i to oni zgubili go w wąwozie. Mieli potworne wyrzuty sumienia. Obwiniali się za śmierć Toja.
*
Gdy już nikogo nie było, jedna lwica wspięła się na Lwią Skałę. Była bardzo podobna do zmarłego lwiątka. Była to bowiem jego matka. Podeszła do zmasakrowanego, zakrwawionego ciała, i rzuciła się ze łzami na martwego. Cicho szlochała przez jakiś czas.
I jak się podobał post? Nie wiem, czy dla was jest długi czy krótki, ale planowałam tyle umieścić w drugim rozdziale. Jak dla kogoś ta historia jest za ciężka no to niech nie ma pretensji do mnie, bo na początku napisałam, że będą brutalne treści. :)
I proszę mi spamować tutaj LINK . Specjalnie zrobiłam spamownik, by tam umieszczać spamy. Jeśli chcecie pod postami, to najpierw oceńcie historię, a potem napiszcie reklamę swojego bloga. Jak wejść na spamownik:
-----------> Zobacz także --------------> strona, na której możesz spamować - "spamownik".
PS. Jeśli chcecie, to mogę dodać regulamin bloga :*